Wianki Kraków » Archiwum » Wianki 2009 » Wykonawcy » Lenny Kravitz
polski english
Krakowskie Biuro Festiwalowe 6 zmysłów
  • Strona główna
  • Wianki 2011
    • Aktualności
    • Program
    • Wykonawcy
    • Prowadzący
    • Multimedia
    • Galeria zdjęć
    • Partnerzy
  • Jarmark 2011
  • Konkurs - wianek
  • Noc Świętojańska
  • Zagraj w grę wianki
  • Podstawowe informacje
  • Archiwum
    • Jarmark 2010
    • Wianki 2009
      • Program
      • Wykonawcy
      • Prowadzący
      • Galeria zdjęć
      • Multimedia
      • Jarmark Świętojański
    • Wianki 2008
    • Wianki 2007
    • Wianki 2006
    • Wianki 2005
    • Wianki 2004
    • Wianki 2003
    • Wianki 2002
  • Press room
  • Organizator
  • Kontakt
 
Wianki - GRA


Wianki w Krakowie - 25 czerwca 2011 - Facebook Wianki w Krakowie - 25 czerwca 2011 - YouTube Wianki w Krakowie - 25 czerwca 2011 - LastFM Wianki w Krakowie - 25 czerwca 2011 - Flickr
 

Lenny Kravitz

« wstecz

W Paryżu jest rześki, słoneczny poranek. Lenny Kravitz spokojnie obserwuje przez okno tętniącą życiem metropolię. „Wow, ale pięknie” – uśmiecha się, mając na myśli zarówno europejską aurę, jak i urodę francuskiej stolicy. Kogoś, kto dorastał w zalanej słońcem Kalifornii, ładna pogoda zawsze wprowadza w dobry nastrój. „Taa, gdy świeci słońce, wszystko wygląda lepiej” – śmieje się.
Jednak w tym momencie Lenny Kravitz ma nieco więcej powodów do radości, niż tylko prognoza pogody przewidująca kilka ciepłych, przyjemnych tygodni. Właśnie przygotowuje się do wyczekiwanej przez fanów trasy (Włochy, Hiszpania, Słowacja itd.), będącej częścią europejskiego tournee nazwanego „LLR20(09)”, obejmującego 49 koncertów – wygląda na to, że prognozy są doskonałe, i to nie tylko te meteorologiczne.

W tym roku mijają dwie dekady, w ciągu których Lenny Kravitz, obecnie czterdziestoparolatek, wciąż jest uważany na jednego z najseksowniejszych rockmanów, święcił triumfy w branży muzycznej, stając się jedną z najjaśniejszych gwiazd na rockowym firmamencie i jednym z najpopularniejszych artystów swego pokolenia. Gdy w 1989 roku wydał swój pierwszy album „Let Love Rule”, krytycy natychmiast się nim zainteresowali. Po pierwsze – dźwięk. Wybijał się z muzycznej sieczki, przynosząc mieszankę rocka, punku, reggae, muzyki psychodelicznej, spreparowanej, wydawałoby się, bez najmniejszego wysiłku i naznaczonej w dodatku stylem „retro”. „On jest dzieckiem-kwiatem ery komputerów!” – entuzjazmował się jeden z krytyków muzycznych.
Po drugie – sam Lenny… Nikt nie mógł zaprzeczyć, że ten młody, zaledwie 25-letni piosenkarz i kompozytor ma w sobie niesamowitą siłę twórczą i ogromny talent. Nie dość, że sam pisał i aranżował wszystkie utwory, to jeszcze potrafił zagrać na praktycznie każdym instrumencie – na gitarze solowej i basowej, organach, fortepianie, perkusji. Wydaje się, że wystarczy mu dać w ręce dowolny instrument, a on na nim zagra. Dźwięki, które z tych instrumentów wydobył – surowe i akustyczne – stworzyły album uznawany dziś za klasykę i stanowiący żelazną pozycję kolekcji każdego prawdziwego fana rocka. Świadczy o tym także fakt, że na dwudzieste urodziny albumu „Let Love Rule” na całym świecie wydano rozszerzoną i cyfrowo zremasterowaną wersję płyty.

Od czasu wydania tego pierwszego albumu powstało jeszcze osiem doskonałych płyt i wiele singli panujących na listach przebojów po obu stronach Atlantyku, zbierających pochwały zarówno od fanów, jak i krytyków. A jeśli dodać do tego CV potwierdzające współpracę z największymi postaciami w muzyce, półkę uginającą się pod ciężarem nagród (w tym czterech prestiżowych nagród Grammy) przyznanych przez najpoważniejsze muzyczne gremia, a także Grand Jury Award otrzymaną na festiwalu filmowym w Sundance za wspaniałą rolę w obrazie „Precious”, usprawiedliwiona będzie teza, że Lenny zechce może osiąść na laurach i trochę odpocząć. Nic z tych rzeczy. „Wiesz, wszystkie te nagrody, hity i tak dalej, to wspaniała rzecz” – mówi w zamyśleniu Kravitz. „Ale najbardziej cenię sobie to, że nie stałem się autorem jednego przeboju. Ciągle jestem obecny i wciąż jestem głodny tworzenia muzyki. Tak, naprawdę myślę, że najlepsze jeszcze przede mną.”


Lenny Kravitz urodził się w Nowym Jorku, w szczęśliwej rodzinie z klasy średniej, jako syn utalentowanych rodziców. Jego ojciec, Sy (Seymour) Kravitz, z pochodzenia rosyjski Żyd, był wybitnym producentem wiadomości telewizyjnych w stacji NBC i promotorem jazzu. Matka, Roxie Roker, była czarnoskórą aktorką z Bahamów, która stała się sławna dzięki roli Helen Willis w hitowym sitcomie „The Jeffersons”. W kraju, w którym ciągle toczyła się walka o rzecz przestrzegania praw obywatelskich, małżeństwo Kravitzów musiało być w tym czasie uważane za raczej nietypowe, nawet w tak otwartym i wolnym od uprzedzeń mieście, jak Nowy Jork.

Młody Lenny wychowywał się jednak w domu, w którym panowała kultura i tolerancja. Pamięta, że żył w błogiej nieświadomości napięć i niepokojów zewnętrznego świata. „Naprawdę ogromnie mi się poszczęściło, że miałem takich rodziców” – wspomina Kravitz. – „Dorastałem, nie wiedząc nawet, co to uprzedzenia. Nasz dom był wielkim kulturowym tyglem i to sprawiało, że moje życie było tak bogate. Miałem także szczęście pod innym względem. Nawet gdy byłem jeszcze bardzo mały, rodzice zabierali mnie ze sobą w różne miejsca. Wiesz – koncerty, przedstawienia, kluby, muzea, restauracje. Byłem ciągle otoczony wspaniałą muzyką, sztuką, oglądałem znakomite sztuki teatralne. W tamtych czasach – pod koniec lat 60. i na początku 70. – Nowy Jork wprost rozkwitał kulturalnie, a ja wchłaniałem praktycznie bez wysiłku wszystkie te wpływy. Dzięki temu jestem tym, kim jestem i muszę podziękować swoim rodzicom za to, i za wychowanie mnie na człowieka wolnego od uprzedzeń, w najszerszym rozumieniu tego słowa.”

Jednak spośród wszystkich wpływów, którym ulegał młody Lenny, to muzyka tak naprawdę zawładnęła jego wyobraźnią. „Gdy miałem sześć lat, zabrali mnie na koncert „The Jackson Five” i przeżyłem szok. Wtedy mnie wzięło. Wróciłem do domu i poprosiłem rodziców, żeby kupili mi perkusję. Ale nie mieliśmy wtedy domu, tylko mieszkanie i rodzice nie chcieli denerwować sąsiadów, więc odmówili” – śmieje się Kravitz. Mimo to młody Lenny wkrótce znalazł sposób na improwizację. Podczas przygotowywania posiłków pani Kravitz często zastanawiała się, w jaki sposób garnki i patelnie regularnie znikają z kuchennej szafki. Szybko odkryła tajemnicę, znajdując je w sypialni syna, do której Lenny zawlókł zdobycz, żeby ćwiczyć na zaimprowizowanej perkusji. „Jeśli chodzi o muzykę, byłem dość zaawansowanym samoukiem” – wspomina Kravitz. „Ojciec dał mi gitarę akustyczną, gdy miałem dziewięć lat, ćwiczyłem także na fortepianie rodziców.” Czyżby był to ten sam fortepian, na którym Duke Ellington – przyjaciel rodziny Kravitzów – zagrał „Happy Birthday” na piątych urodzinach Lenny’ego? „No tak. To właśnie ten fortepian” – przytakuje Kravitz. Inne legendy muzyki, np. Count Basie czy Ella Fitzgerald, także regularnie były gośćmi na obiadach u państwa Kravitzów - Sy Kravitz był naprawdę wpływowym promotorem jazzu w Nowym Jorku.

Jazz ma wciąż silny wpływ na twórczość Kravitza, jednak zapytany o to stwierdza, że w ciągu tych wszystkich lat czerpał inspirację z bardzo różnych źródeł. „No więc Stevie Wonder i w ogóle wszystko z wytwórni Motown” – zaczyna, by zaraz wymienić wykonawców reprezentujących bardzo różne style: Miles Davis, The Beatles, Aretha Franklin, Led Zeppelin, Bob Marley, The Stones, Nina Silone, The Who. „Dobra muzyka to dobra muzyka, niezależnie od gatunku” – oświadcza po prostu. Wygląda jednak na to, że jego podziw jest odwzajemniony. Lenny był zapraszany do współpracy przez tak znanych wykonawców, jak Mick Jagger czy dwaj idole Kravitz – Curtis Mayfield i Stevie Wonder. Kiedyś zadzwonił do niego nawet piosenkarz, który można powiedzieć, natchnął Kravitza, gdy ten oglądał jego występ w grupie „The Jackson Five”. „Michael jest niewątpliwie geniuszem” – mówi Lenny. „Gdy pomyślisz o tym, jak śpiewał w wieku dziesięciu czy jedenastu lat – to niesamowite. Jego interpretacja, tonacja, głos, wszystko… Ciągle jest wielkim piosenkarzem, ale mój ulubiony Michael to Michael jako dziecko. W tym anielskim dzieciaku czuło się uduchowionego człowieka, niesamowita sprawa.”

A jak to było z Lennym-dzieckiem? Czy do domu Kravitzów po jego urodzeniu przyleciała Dobra Wróżka Rocka? Może przystanęła na chwilę przy jego łóżeczku i obdarzyła go wszystkimi cechami, które będą potrzebne bogowi rocka, gdy dorośnie? Wrodzony talent muzyczny? Załatwione. Ujmujący głos? Załatwione. Uroda gwiazdy filmowej? Załatwione. Charyzma i spokój? Załatwione.

W dzisiejszych czasach są to upragnione cechy każdego szanującego się muzyka rockowego. Wydaje się, że Lenny bez wysiłku przyswoił je wszystkie, chociaż ujawniły się w pełni dopiero, gdy jako nastolatek zaczął tworzyć muzykę, która później przyciągnęła uwagę kilku wielkich wytwórni.

Ziarna wieloletniego romansu z rockiem zostały zasiane, gdy Lenny miał dziesięć lat, a rodzina Kravitzów przeniosła się do Los Angeles ze względu na rolę jego mamy w serialu „The Jeffersons”. To w tym mieście odkrył muzykę rockową i wkrótce zaczął zaszywać się w swojej sypialni, słuchając Stonesów, Led Zeppelin i Jimiego Hendrixa. „W LA mieliśmy dom, więc mogłem nieco podkręcać głośność, nie martwiąc się o sąsiadów" - wspomina piosenkarz. Gdy skończył piętnaście lat, romans stał się niepohamowaną namiętnością. „Pociągał mnie luźny styl, dziewczyny, rock and roll” – opowiada. Wkrótce cały wolny czas – i wszystkie pieniądze – poświęcał na nagrywaniu płyt demo w wynajętych studiach. W ten sposób powstał album „Let Love Rule”, a dalej to już wiadomo, jak było. Kolejne albumy i cała lista hitów, takich jak „It Ain’t Over" czy „Fly Away”.

To, że Kravitz nie stracił wtedy głowy w tym sybaryckim świecie rocka, można częściowo wytłumaczyć faktem, że stał się mężem i ojcem. W 1987 roku poślubił Lisę Bonet, młoda aktorkę grającą wtedy w hitowym sitcomie „The Cosby Show”, a wkrótce urodziła im się córeczka Zoë. „Głównie odpowiedzialność pomogła mi nie odlecieć. Fakt, byłem młody, robiłem w rock and rollu i miałem swoje za uszami. Ale bycie ojcem sprawiło, że skupiłem się na rzeczach ważnych. Wspaniale było obserwować, jak z mojej córeczki wyrasta piękna kobieta" - opowiada Kravitz o swojej córce, która ma teraz własny zespół.

Chociaż Kravitz i Bonet rozwiedli się w roku 1993, miłość wciąż pozostaje potężną siłą w procesie tworzenia muzyki przez Lenny’ego. Artysta z pewnością nie dystansuje się od swoich wzlotów i upadków. Co jednak bardziej pomaga w tworzeniu muzyki fascynującej odbiorcę: cierpienie czy rozkosz? Kravitz zastanawia się przez chwilę. „I to, i to” – odpowiada w końcu. „Musisz zrozumieć obydwa uczucia, żeby napisać naprawdę dobrą piosenkę miłosną. Ale ja wierzę, że miłość – we wszystkich jej przejawach – jest tym, czego mamy doświadczać na tym świecie. W końcu z miłości powstaliśmy, nieprawdaż?”

Osobą, która jest w stanie wzmocnić siłę przekazu miłości zawartą w wielu utworach muzyki Kravitza (dotyczy to w równym stopniu jego ostatniego albumu „It’s Time for a Love Revolution”), może stać się nowy mieszkaniec Białego Domu – prezydent Obama we własnej osobie. Kravitz przyznaje, że rozmawiał z nim przez telefon, gdy Obama jako senator kandydował na urząd prezydenta – wbrew pozorom nie ma nic dziwnego w tym, że grzeczny, opanowany człowiek polityki kontaktuje się z wyluzowanym rockmanem. A co Kravitz sądzi o wyborze Obamy na prezydenta? „To niewiarygodne, po prostu niewiarygodne” – mówi piosenkarz, niemal z nostalgią. „Nie chodzi tylko o pokonanie bariery rasowej. Sukcesem jest także to, że jako naród wybraliśmy człowieka prawego, serdecznego, odważnego i inteligentnego. Gdy Obama wygrał, pierwszą osobą, o której pomyślałem, był ojciec mojej matki, który tyle przeszedł w swoim życiu. Jest mi po prostu przykro, że nie było go tam tego wieczoru. Miało się poczucie, że zaczyna się coś nowego."

Może dla Lenny’ego także? Bilety na europejską trasę koncertową sprzedają się świetnie, a nowe wydanie albumu Let Love Rule znowu budzi zachwyt krytyków – nic dziwnego więc, iż Lenny Kravitz uważa, że najlepsze dopiero przed nim. Parafrazując tytuł jednego z największych hitów artysty można stwierdzić: To jeszcze nie koniec. Jeszcze długo nie.

Rozmawiał: Alex Canfor-Dumas

  • Wisława Szymborska nie żyje
  • Dyrektor KBF na czacie w Onet.pl
  • Nowa płyta Pablopavo już w listopadzie
 



Muzyka współczesna


Elektrociepłownia

Get Adobe Flash player


 
menu: Strona główna | Wianki 2011 | Jarmark 2011 | Konkurs - wianek | Noc Świętojańska | Zagraj w grę wianki | Podstawowe informacje | Archiwum | Press room | Organizator | Kontakt |
© Krakowskie Biuro Festiwalowe 2012 | Created by Yoho